Przepraszam, że tak długo nie było posta ale ostatnio miałam bardzo dużo na głowie, pewne kłopoty itd... Dziś chciałam nawiązać do tematów takich hm... choroby, śmierci...? Ostatnio bardzo często pojawia się u mnie w głowie pytanie: "Po co tak naprawdę to wszystko, skoro tak naprawdę umrzemy za te 50 lat." Jedni przyznają mi racje inni nie. Opinie są podzieleni. Mówią, że świat dzieli się na optymistów i pesymistów... To, że ktoś jest pesymistą nie oznacza, że musi myśleć tak jak ja... Według mnie ja jestem optymistką, staram się do większości rzeczy podchodzić jednak nie z rozpędu tylko tak jakby bardziej dokładnie. Tak nawiązując do tematu przeżył ktoś kiedyś z was śmierć, poważną chorobę bliskiej osoby? Pierwsze wasze myśli zapewne były zaprzeczeniem faktu. Nie możemy przyjąć do siebie informacji, że nie zobaczymy jednej z najbliższych osób w naszym życiu, albo, że niedługo może jej z nami nie być. Nikomu tego nie życzę naprawdę. Najgorsze jest to, że ludzie po takich sytuacjach zamykają się strasznie w sobie. Wszyscy. Nie chcą rozmawiać o swoich problemach wolą leżeć z słuchawkami na uszach, doprowadzając się bardziej do płaczu i przeglądając sobie np. ważne jakieś zdjęcia z tą osobą. Tak dokładnie tak robimy. Tak samo jest z rozstaniami. Przeżywamy stres, depresje staramy się pokonać ale tak naprawdę nie robimy nic w tym kierunku. Siedzimy zamknięci w domu w łóżku, nie chcemy się do nikogo odezwać bo boimy się, że zapyta o dotkniętą nas sytuację... zamykamy się po prostu. Nasze jedynie wyjście to jest do toalety no i gdy zgłodniejemy to do lodówki, ale to zazwyczaj idziemy tylko raz bo od razu cały zapas się bierze. Zamiast udać się do psychiatry, psychologa osoby która na pewno nam pomoże, siedzimy i rozpaczamy. A teraz posłuchajcie mnie. Wiem nie łatwo jest mi to pisać ale w takiej sytuacji WEŹCIE SIĘ W GARŚĆ. NIE MOŻECIE CAŁE ŻYCIE ROZPACZAĆ. Oczywiście początki są trudne, musimy na początku się wypłakać, pobyć samemu, postarać się zrozumieć własne myśli, ale nie możemy cały czas tak żyć.. nie możemy! Pamiętajcie, że musimy zrobić krok do przodu by iść dalej. Nikt nas za rękę nie weźmie. Nie podejdzie pod nas pod górę. W życiu nie może być cały czas prosta droga. Tak wiem pisze to do was 15 latka, ale uwierzcie mi, że czasem takie osoby mogą wam więcej doradzić, naprawdę. Może nie mam jakiegoś wielkiego doświadczenia na temat życia, ale jednak wiem jak jest i staram sobie radzić z takimi sytuacjami a nie siedzieć w domu na dupie i rozmyślać jak mam okropnie i dlaczego inni mają lepiej ode mnie?Jeżeli napotka was taka sytuacja dajcie sobie kilka dni to najpierw zacznijcie uprawiać sport. Mi to bardzo pomaga. Gdy mam chwilę załamania od razu idę na rolki, deskorolkę albo ćwiczę sobie cały czas w domu. Zapominam wtedy o wszystkim tylko "wyżywam" się na czymś innym. Jeżeli wam to nie pomaga polecam zacząć grać w ulubioną grę, czytać ulubioną książkę zacząć robić cokolwiek co kochacie/lubicie robić. Jeżeli to wam nie pomaga spotkajcie się z najlepszymi przyjaciółmi, idźcie do kina, spacer, imprezę cokolwiek co sprawia wam radość. Naprawdę polecam wam to zrobić a nie siedzieć na dupie i nic nie robić.
"Kiedy myślisz, że gorzej już być nie może, zacznij się walić deską po nodze. Zobaczysz jaką poczujesz ulgę gdy przestaniesz."
piątek, 8 maja 2015
niedziela, 19 kwietnia 2015
Szczęście.
Dziś przychodzę do was z bardziej tematycznym postem. Tak o szczęściu. Według mnie jest to rzecz indywidualna, którą każdy postrzega inaczej. U mnie szczęście objawia się: gdy moi przyjaciele są obok, jestem osobą która potrzebuje towarzystwo, jeszcze nigdy nie wyszłam sama na spacer naprawdę nie potrafię. Szczęście w 100 % tak objawia mi się, gdy słucham muzyki ale to w samotności, albo idę na koncert z najlepszymi przyjaciółmi naprawdę, ciągle skaczemy, śmiejemy się i wgl. nie może być nic lepszego haha. Może to głupie, ale jakoś nie przejmuje się ocenami, ale gdy np. dostanę mega dobrą ocenę, to jednak uśmiech się pojawia, i objawia się szczęściem. U innych (z mojego towarzystwa) szczęście objawia się sportem, zabawą z psem, długie spacery, czas wolny, brak czasu, słodycze, dobre jedzenie... Jak już pisałam szczęście u każdego jest inne, i niestety nie da się tego zmienić, jedynie, że naprawdę do czegoś się zrazimy. To tak jak z uczuciami, nikt ich nie zmieni, póki coś się nie wydarzy. "Powtarzające się szczęście" nie zostaję nam na długo w pamięci. Nie wiedziałam jak to inaczej ująć. Chodzi o to, że takie jakby rutynowe szczęście, jest dla nas normalne i czasem go nie zauważamy, ale jednak jest. W podświadomościach coś dla nas znaczy, lecz gdy go zabraknie odczuwamy dziwną pustkę. Natomiast, jeżeli nasze tzw. szczęście zdarza się powiedzmy raz na kilka miesięcy (chodzi o sytuacje) to odczuwamy to jak nikt inny. Objawia się to nie raz łzami ze szczęścia. Czadowe uczucie polecam wszystkim! Szczęście to po części też taki nasz stan duchowny.. Ale dobra już nic haha. Ostatnio miałam problem z dobraniem notki, gdyż nie miałam zdjęć, wymyślonego tematu i dziś jakoś tak na spontana wyszło, w sumie jak zawsze. Spontaniczne zachowanie jest super, rośnie w nas poziom adrenaliny i dajemy zazwyczaj więcej od siebie niż zazwyczaj. Dziś 15 urodziny ma moja najlepsza przyjaciółka. Nad prezentem dla niej myślałam od dłuższego czasu. Miałam tyle pomysłów, ale w końcu zrealizowałam 3. Mam nadzieję, że dałam z siebie więcej niż zazwyczaj. Ten cały prezent, który dawałam razem z koleżanką był totalną niespodzianką. Może zacznę od początku. Julia - dzisiejsza solenizantka musiała jechać na "wycieczkę" ze szkoły. Ja z koleżanką wpadłyśmy na super pomysł. Stwierdziłyśmy, że zaskoczymy ją prezentami oraz naszym cudownym "sto lat" przed autokarem. Czekałyśmy 1.5 h, ponieważ powrót był opóźniony. Uwierzcie mi, że gdy Julia wysiała z autokaru i zobaczyła nas śpiewające sto lat z prezentami.. To był najpiękniejszy widok tego dnia naprawdę. Uwierzcie mi, że patrzenie na szczęście kogoś innego, które po części osiągnął dzięki Tobie, jest lepsze niż własne szczęście. Widzimy wdzięczność w oczach drugiej osoby, wiemy że daliśmy z siebie więcej niż na co dzień naprawdę najlepsze co może być. Mam może właśnie dla Ciebie radę. Właśnie siedzisz w domu i zastanawiasz się czemu jeszcze Ciebie takie szczęście nie spotkało? Kiedy ono nadejdzie? Czy w ogóle kiedyś nadejdzie? Dlaczego mam gorzej niż inni? Siedzisz teraz przed laptopem i "marnujesz" sobie życie na oglądanie jakiś filmików na yt, przeglądanie fb i zastanawianie się dlaczego się nic nie wyniosło z tego dnia, zgadłam? Powiem Ci coś, siedzeniem w domu nie sprawisz, że będziesz szczęśliwy. Wyjdź na dwór, pośmiej się ze znajomymi, a nie szukaj wymówek, że nikogo nie ma. Uwierz mi z twoich tysiąca znajomych na fb, na pewno się ktoś znajdzie :). Zrób coś ze swoim życiem! Kiedyś siedziałam cały czas w domu, aż w końcu zrobiłam krok do przodu. Nawet nie wiecie ile to daje szczęścia. Szczęście nie przyjdzie samo, musicie otworzyć drzwi.
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Chwila Przerwy
Od czasu gdy napisałam pierwszy post zastanawiałam się o czym będzie ten. Jak to zawsze bywa na początku, gdy się coś zaczyna jesteśmy pełni pozytywnego nastawienia a w naszych głowach roi się od pomysłów. U mnie, pewnie tak jak i u was wiele się ostatnio działo. Tak, chodzi o święta. Szczerze? Nie lubię świąt. Nie lubię tego całego zamieszania, to nie dla mnie. Jedynym pozytywem dla mnie w tym całym zamieszaniu jest chwila wolnego, która nie zawsze w tym okresie jest jednak tą "wolną chwilą".. Tu trzeba odkurzyć, zetrzeć kurze, zamieszać galaretkę.. Nie lubię tego.. W te kilka dni zwracamy uwagę na najmniejsze szczegóły by wszystko było perfekcyjne. Ale jednak tradycja to tradycja i trzeba to kontynuować. Z drugiej strony miło jest spędzić czas z bliskimi, pojeść trochę bez ograniczeń haha, prawda? Czasami w ten jeden dzień, mimo, że z niektórymi mieszkamy pod jednym dachem zamienimy więcej słów niż w ciągu kilku dni. Jednak wszystko ma swoje plusy i minusy i niestety nigdy tego nie zmienimy... Ja spędziłam swoje święta w miarę spokojnie, więc w sumie się cieszę, chociaż ich nie lubię. U mnie w domu nie ma takiego dużego zamieszania, każdy stara się podchodzić do tego jak "najlżej'', tak by nie robić niepotrzebnych kłopotów. To lubię w swojej rodzinie!
Tak jak wyżej pisałam święta minęły mi spokojnie, a jak wam. Piszcie w komentarzach chętnie poczytam:)
Kolejnym tematem, który chciałam podjąć w dzisiejszej notce jest mój wyjazd, który wiązał się spotkaniem z moją przyjaciółką. Szczerze mówiąc bardzo niechętnie byłam nastawiona do tego wyjazdu. Nikogo tam prawie nie znałam, a jak już znałam to nie lubiłam. Dużo rzeczy mnie irytuje, także ciężko ze mną żyć w dobrych relacjach, ale na szczęście są osoby, które są "odpowiednie dla mnie". Jak już pisałam nie chciałam jechać tam (do Ustki). Miały się tam odbyć 80 urodziny mojej cioci. Jednak nie miałam wyboru, nie lubię odmawiać, taka już jestem. Pewnego wieczoru gadając z moją przyjaciółką na skype, rozmawiałyśmy na temat świąt, o tym co robimy itd.. Gdy nagle ja powiedziałam, że jadę do Ustki. Moja przyjaciółka (Ala), po chwili uświadomiła mnie, że cała impreza odbywa się obok jej miejsca zamieszkania (Słupsk). Momentalnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech, szczególnie, że tego dnia mijał rok od kiedy się znamy, czyli dzisiaj. Od kilku dni nie myślałam o niczym innym tylko o naszym spotkaniu. Dla niektórych to głupie, ale to jest tak jakby na podstawie "internet friends''. Wyobraź sobie, że twoja przyjaciółka/przyjaciel/chłopak, ktokolwiek kto jest Ci bardzo bliski mieszka kilkaset kilometrów od Ciebie, a jedyne wasze spotkania odbywają się raz na kilka miesięcy.. Naprawdę, nie jest to fajne uczucie, przede wszystkim, że chcesz jednak spędzać z tą osoba jak najwięcej czasu, prawda? Wracając do tematu, w końcu nadszedł dzień wyjazdu (czyli dzisiejszy dzień). Byłam chyba jedyną szczęśliwą osobą w samochodzie, bo nikomu nie chciało się jechać, tylko ja nabrałam chęci haha. Jechaliśmy około 2h, które ja spędziłam na słuchaniu Eda Sheerana. Wczoraj w nocy przypomniało mi się, że nie pościągałam piosenek i wstałam specjalnie by tylko pościągać. Naprawdę polecam przesłuchać kilka kawałków a szczególnie te: klik klik klik. Najlepiej posłuchajcie całej płyty, ale te szczególnie haha. Dobra powracając do jazdy samochodem minęła w miarę szybko. Na miejscu było ok. 20 osób z czego prawie nie znałam nikogo, ale szczegół. Cały czas tylko sprawdzałam, która jest godzina, by w końcu wyjść do Ali i móc się do niej przytulić, tak. Jednak nie wiedziałyśmy się od stycznia, a ja do przyjaciół bardzo się przywiązuje. Siedziałam tam około 2h, aż w końcu przyszedł sms od Ali o treści "możesz wyjść, zaraz będę". Byłam taka szczęśliwa i wybiegłam tam jak najszybciej mogłam. Gdy ją zobaczyłam nie mogłam odkleić uśmiechu z twarzy. Poszłyśmy się przejść po plaży, do kawiarni, spędziłyśmy razem trochę czasu. Niestety, ale nie można mieć wszystkiego i po jakimś okresie czasu, trzeba było się pożegnać. Mimo, że widziałyśmy się kilka godzin temu, już za nią tęsknię, tak. Życzę wam, żebyście kiedykolwiek przeżyli taką przyjaźń, a jeżeli już ją macie pamiętajcie, że jest to jedna z najcenniejszych rzeczy na świecie.
+ Dorzucam wam zdjęcia z ostatnich dni i zaraz idę spać, dobranoc!
Tak jak wyżej pisałam święta minęły mi spokojnie, a jak wam. Piszcie w komentarzach chętnie poczytam:)
Kolejnym tematem, który chciałam podjąć w dzisiejszej notce jest mój wyjazd, który wiązał się spotkaniem z moją przyjaciółką. Szczerze mówiąc bardzo niechętnie byłam nastawiona do tego wyjazdu. Nikogo tam prawie nie znałam, a jak już znałam to nie lubiłam. Dużo rzeczy mnie irytuje, także ciężko ze mną żyć w dobrych relacjach, ale na szczęście są osoby, które są "odpowiednie dla mnie". Jak już pisałam nie chciałam jechać tam (do Ustki). Miały się tam odbyć 80 urodziny mojej cioci. Jednak nie miałam wyboru, nie lubię odmawiać, taka już jestem. Pewnego wieczoru gadając z moją przyjaciółką na skype, rozmawiałyśmy na temat świąt, o tym co robimy itd.. Gdy nagle ja powiedziałam, że jadę do Ustki. Moja przyjaciółka (Ala), po chwili uświadomiła mnie, że cała impreza odbywa się obok jej miejsca zamieszkania (Słupsk). Momentalnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech, szczególnie, że tego dnia mijał rok od kiedy się znamy, czyli dzisiaj. Od kilku dni nie myślałam o niczym innym tylko o naszym spotkaniu. Dla niektórych to głupie, ale to jest tak jakby na podstawie "internet friends''. Wyobraź sobie, że twoja przyjaciółka/przyjaciel/chłopak, ktokolwiek kto jest Ci bardzo bliski mieszka kilkaset kilometrów od Ciebie, a jedyne wasze spotkania odbywają się raz na kilka miesięcy.. Naprawdę, nie jest to fajne uczucie, przede wszystkim, że chcesz jednak spędzać z tą osoba jak najwięcej czasu, prawda? Wracając do tematu, w końcu nadszedł dzień wyjazdu (czyli dzisiejszy dzień). Byłam chyba jedyną szczęśliwą osobą w samochodzie, bo nikomu nie chciało się jechać, tylko ja nabrałam chęci haha. Jechaliśmy około 2h, które ja spędziłam na słuchaniu Eda Sheerana. Wczoraj w nocy przypomniało mi się, że nie pościągałam piosenek i wstałam specjalnie by tylko pościągać. Naprawdę polecam przesłuchać kilka kawałków a szczególnie te: klik klik klik. Najlepiej posłuchajcie całej płyty, ale te szczególnie haha. Dobra powracając do jazdy samochodem minęła w miarę szybko. Na miejscu było ok. 20 osób z czego prawie nie znałam nikogo, ale szczegół. Cały czas tylko sprawdzałam, która jest godzina, by w końcu wyjść do Ali i móc się do niej przytulić, tak. Jednak nie wiedziałyśmy się od stycznia, a ja do przyjaciół bardzo się przywiązuje. Siedziałam tam około 2h, aż w końcu przyszedł sms od Ali o treści "możesz wyjść, zaraz będę". Byłam taka szczęśliwa i wybiegłam tam jak najszybciej mogłam. Gdy ją zobaczyłam nie mogłam odkleić uśmiechu z twarzy. Poszłyśmy się przejść po plaży, do kawiarni, spędziłyśmy razem trochę czasu. Niestety, ale nie można mieć wszystkiego i po jakimś okresie czasu, trzeba było się pożegnać. Mimo, że widziałyśmy się kilka godzin temu, już za nią tęsknię, tak. Życzę wam, żebyście kiedykolwiek przeżyli taką przyjaźń, a jeżeli już ją macie pamiętajcie, że jest to jedna z najcenniejszych rzeczy na świecie.
+ Dorzucam wam zdjęcia z ostatnich dni i zaraz idę spać, dobranoc!
sobota, 4 kwietnia 2015
Na początek...
Hejka!
Mam na imię Maja, mam 14 lat.. Ostatnio czytając różne blogi strasznie zainteresowałam się całokształtem.. Wciągnęło mnie czytanie notek, oglądanie zdjęć w różnych ottd.. Od kilku miesięcy interesuje się właśnie takimi rzeczami.W końcu postanowiłam "Czemu nie spróbować?", "Może mi się uda".. Moją pasją jest śpiew, który staram się łączyć z graniem na gitarze, chciałabym nauczyć się grać na pianinie, kiedyś próbowałam i nie szło mi aż tak, źle. Bardzo lubię nowe wyzwania. Mam nadzieję, że w kolejnych postach zachęcę was do siebie a tu podaje linki, gdzie możecie mnie znaleźć. To chyba tyle:)
Mam na imię Maja, mam 14 lat.. Ostatnio czytając różne blogi strasznie zainteresowałam się całokształtem.. Wciągnęło mnie czytanie notek, oglądanie zdjęć w różnych ottd.. Od kilku miesięcy interesuje się właśnie takimi rzeczami.W końcu postanowiłam "Czemu nie spróbować?", "Może mi się uda".. Moją pasją jest śpiew, który staram się łączyć z graniem na gitarze, chciałabym nauczyć się grać na pianinie, kiedyś próbowałam i nie szło mi aż tak, źle. Bardzo lubię nowe wyzwania. Mam nadzieję, że w kolejnych postach zachęcę was do siebie a tu podaje linki, gdzie możecie mnie znaleźć. To chyba tyle:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)